Zegarmistrz, który ujednolicił czas - historia Hugo Weinerta

4 min czytania
Zegarmistrz, który ujednolicił czas - historia Hugo Weinerta

W Lublińcu zegary kiedyś nie biły zgodnie — dzwonki szkolne myliły się o kwadrans, a poranki układały się wedle różnych wskazówek. To opowieść o człowieku, który codziennie wdrapywał się na wieżę kościelną, by wyrównać różnice i pilnować porządku w rytmie miasta. Przez pół wieku jednoosobowa straż przy czasie przekształciła drobny techniczny obowiązek w lokalny symbol punktualności.

  • Rozbieżne zegary mieszały w porannych zwyczajach szkoły
  • Hugo Weinert i zegar miejski w Lublińcu
  • Wieża kościoła św. Mikołaja - naprawy, piorun i plany wymiany

Rozbieżne zegary mieszały w porannych zwyczajach szkoły

Pod koniec roku szkolnego problem z ustaleniem właściwej godziny stał się w Lublińcu poważny — różnice między wskazaniami zegara dworcowego a zegarem miejskim sięgały aż 15 minut. W piśmie do magistratu dyrektor Wyższej Szkoły Miasta Lublińca zauważył, że uczniowie tłumaczą spóźnienia „czasem kolejowym” lub „czasem miejskim” i w praktyce uważają się za punktualnych, choć w rzeczywistości notorycznie się spóźniają.

“Niektórzy uczniowie i uczennice tutejszej szkoły nie stosują się do punktualnego przybywania do szkoły. Jedni tłumaczą swoją niepunktualność «czasem kolejowym», drudzy «czasem miejskim»”
dr Józef Arecki, dyrektor Wyższej Szkoły

W efekcie magistrat zdecydował, że od 8 stycznia 1926 roku zegar na wieży kościoła ma pokazywać ten sam czas co zegar dworcowy — ruch praktyczny, który miał prostą, szkolną konsekwencję: tych kilka minut różnicy przestało tłumaczyć spóźnienia.

Hugo Weinert i zegar miejski w Lublińcu

Do tej historii wkracza postać, którą mieszkańcy znali z codziennego trudu nad mechanizmem — Hugo Weinert. Urodzony w 1862 roku, przyjechał do Lublińca w 1884 roku, a od 1887 roku przejął opiekę nad zegarem na wieży kościoła św. Mikołaja. Prowadził zakład zegarmistrzowski kolejno przy Józefa Lompy nr 2, a później przy Adama Mickiewicza nr 11; w latach późniejszych miał warsztat przy Edyty Stein nr 11.

Weinert codziennie nakręcał mechanizm, wykonywał drobne naprawy i — po ujednoliceniu czasu — regularnie chodził na dworzec, żeby skontrolować „czas kolejowy”. W piśmie do magistratu sam tłumaczył swoją prośbę o podwyżkę krótkim uzasadnieniem:

“musi codziennie chodzić także na dworzec celem stwierdzenia czasu kolejowego”
Hugo Weinert

Po początkowej rezygnacji w styczniu 1925 roku, gdy wskazywał wiek i trud wspinania się po wieży, powrócił do pracy za wynagrodzeniem najpierw 20 złotych miesięcznie, a od lutego 1926 roku otrzymywał 30 złotych. Jego codzienna dyżurna obecność na wieży była jednym z powodów, dla których magistrat mimo konkurencyjnej oferty zdecydował się przedłużyć z nim umowę.

Wieża kościoła św. Mikołaja - naprawy, piorun i plany wymiany

Najstarsza wzmianka o zegarze miejskim sięga 1679 roku — mechanizm i wieża od stuleci wyznaczały rytm miasta. W praktyce jednak utrzymanie urządzenia wymagało stałej opieki. Gdy w 15 sierpnia 1925 roku piorun trafił w wieżę, Weinert przeprowadził naprawy mechanizmu oraz odnowił tarcze i wskazówki. Dzięki jego inicjatywie wymieniono też lniane liny na metalowe w 1926 i 1931 roku.

Miasto rozważało zakup nowego, nowocześniejszego zegara - oferta Fabryki Zegarów Bernarda Śledzińskiego z Poznania z 1925 roku podawała ceny od 1,5 tys. zł do 6 tys. złotych. Brak funduszy sprawił, że konserwacja powierzona Weinertowi była rozwiązaniem praktycznym i tańszym. Gdy w 1934 roku wykonał naprawę złamanej wskazówki, przedstawił rachunek na 30 złotych — znacząco mniej niż lokalne warsztaty, które wyceniały taką usługę na 190–210 złotych.

Przez dekady pracy Weinert mierzył się także z problemami osobistymi — jego sklep był kilkukrotnie okradany w 1933 i 1934 roku, a w styczniu 1937 doświadczył włamania, które jednak zakończyło się zatrzymaniem sprawcy. Po niemal pół wieku opieki nad miejskim czasem, 31 marca 1937 roku pożegnał wieżę zegarową, a w tym samym roku opuścił miasto. W prasie, obchodząc 73. urodziny w 1935 roku, określono go jako „znanego i lubianego w szerokich kręgach mieszkańców Lublińca”.

“znanego i lubianego w szerokich kręgach mieszkańców Lublińca”
— lokalna gazeta

Mieszkańcy, spacerując dziś obok kościoła św. Mikołaja czy ulic, gdzie stały jego warsztaty, mijają ślad pracy rzemieślnika, który uczynił z miejskiego zegara codzienny obowiązek i symbol porządku. Ta opowieść przypomina, jak techniczne decyzje - zgoda na ujednolicenie czasu, wymiana lin, drobna naprawa wskazówki - wpływają na rytm życia szkoły, urzędów i kolei. Dla tych, którzy chcą odczytać miasto przez pryzmat detali - warto spojrzeć na adresy dawnych warsztatów Weinerta: Józefa Lompy nr 2, Adama Mickiewicza nr 11, Edyty Stein nr 11 - i pomyśleć, że za fasadami kamienic kryją się historie, które porządkują czas.

na podstawie: Powiat Lubliniecki.

Autor: krystian